Mój Pierwszy Samochód

alfa romeo 156, pierwszy samochód

alfa romeo 156, pierwszy samochódPostanowiłem zacząć od opisania przygody z zakupem mojego pierwszego samochodu. Miało to miejsce jakieś 6 lat temu, kiedy to miałem 19 lat. Jak u wielu młodych chłopaków, tak samo u mnie była to długo wyczekiwana i bardzo ekscytująca chwila w życiu. Oczekiwania jednak często mijają się z rzeczywistością. Po pierwsze często budżet nie pozwala na zakup pierwszego wymarzone samochodu. Po drugie nastolatek często pragnie by kupić samochód szybki i szpanerski. Rzeczywistość jednak sprowadza go na ziemię, ponieważ w grę wchodzi rozsądek, czasem nawet nie jego tylko rodziców (tym bardziej jeśli oni finansują zakup) i kończy się na zakupie ekonomicznego hatchbacka.

Zakup mojego pierwszego auta to na pewno nie była rozsądna decyzja, ale pokierowana tym, by mieć fajne auto. Przede wszystkim popełniłem podstawowy błąd, ale przecież na nich się uczymy. Wziąłem pod uwagę tylko cenę zakupu samochodu i dosyć optymistyczne prognozy na spalanie, a co się z tym wiąże wydatki na benzynę. Nie wziąłem pod uwagę, ile czasem trzeba włożyć w samochód dodatkowej gotówki, by doprowadzić go do stanu używalności lub by po prostu utrzymać go w dobrym stanie technicznym. Na tamten czas najrozsądniej byłoby w ogóle nie kupować samochodu – ale może właśnie stąd się bierze pasja.

Co prawda budżet mnie ograniczał jednak nie tam mocno. Miałem 10 tysięcy złotych, był to rok 2009, a ja od dłuższego czasu przeglądałem intensywnie allegro i wszystkie inne portale ogłoszeniowe. Miałem kilku faworytów:

– Seat Ibiza z silnikiem 1.9 TDi 110KM i szeroką możliwością modyfikacji ku podnoszeniu mocy. Sylwetka kwadratowa, ale po przeglądaniu ogłoszeń przez kilka tygodni przekonałem się do tego samochodu.

– VW Polo 6N GTI 120 KM – tutaj w tej cenie ciężko byłoby się zmieścić, dlatego rozważałem jeszcze wersje 1.4 100KM. Do tego auta miałem mały sentyment, ponieważ taki samochód mieliśmy w rodzinie z silnikiem 1.4 60 KM, ale jak na takie małe autko dawał radę.

– Hond Civic 5 (żaba) – tutaj również skusiły mnie możliwości modyfikacji – po wybebeszeniu przy mocy ok. 160 KM w serii i tak już jest wystarczająco ciekawie. Dodatkowo w tych autach można uzyskać według mnie nieziemska glebę – w połączeniu z szerokością tego auta i już seryjnie niedużą wysokością, ma się wrażenie, że można tym autem zaparkować pod ogrodowym stolikiem. Znajomy miał w tym czasie tego „gokarta” i mimo, że był strasznie spartański i wszystko w nim trzeszczało i huczało, to właśnie wkręcanie Vtec’a na obroty na prawie 8 tysięcy tej surowej kosiarki robiło na mnie wrażenie.

Było jeszcze kilka pozycji, których nigdy nie brałem pod uwagę na dłuższą metę i odpadały w tej klasyfikacji. Jak teraz na to spoglądam to większość aut powyżej jest z kategorii: „pojeździłbym bym, ale jednak bym nie kupił”.

No i zwyciężczyni i jednocześnie finalny wybór czyli Alfa Romeo 156 – o tych autach nie wiedziałem kompletnie nic, ale zadziwiało mnie, to że tak dobrze wyglądają, a są w taki niskich cenach. Parę miesięcy wcześniej mieliśmy zamiar z kumplami wyjechać na wakacje za granicę do pracy, zarobić trochę pieniędzy i większość z nas chciała właśnie kupić samochody. Wtedy właśnie zacząłem interesować się 156, a to dlatego, że po prostu sprawdzałem wszystkie możliwości dostępne z moim budżetem – ta wydawała mi się najciekawsza w stosunku do pieniędzy jakie mogłem wydać.

No i rozpoczęły się poszukiwania, najpierw czarna 156 z silnikiem 1.6 T.S. 120 KM. Chyba to byłby nawet lepszy wybór niż ostateczny egzemplarz, no ale nic. Nie było w niej nic szczególnego, więc jedziemy dalej. Potem obejrzałem 156 w kolorze Grigio Africa (coś jakby metaliczna ciemna zieleń, wpadająca w szary – naprawdę ciekawy kolor). Oczywiście też silnik 1.6 T.S. 120 KM. Jako, że wtedy nie miałem okazji jeździć mocniejszymi samochodami, to ten wydawał mi się całkiem mocny.

Problem był taki, że nie miałem kompletnie pojęcia o tym jak zabrać się za zakup samochodu, co trzeba posprawdzać i na co zwrócić uwagę. Mój tata też w tej kwestii nie za bardzo miał doświadczenie – technicznie uzdolnieni nie byliśmy. No i trochę wpadłem na minę. Miałem trochę swoich oszczędności, ale wszystko wpakowałem w jej naprawę, a i tak daleka była od pełnej sprawności.

Główny problem to kompletnie padnięte zawieszenie, ale ja i tak byłem zachwycony tym jak się prowadzi ten samochód – później sukcesywnie doprowadzałem je do porządku. Pamiętam, kiedy rok później chciałem ją sprzedać i przyjechała cała rodzinka, żeby kupić auto dla syna gdzieś w moim wieku. Wysiada typowy Janusz z Fiata Bravo i pyta o spalanie. Mówię, że 10-11 L/100. Nie umywało się to do Bravo, która rzekomo paliło 6 L/100. Potem przejażdżka, no to trzeba pokazać atuty belli. Wejście w serpentynę prawy – lewy – prawy na granicy przyczepności. W aucie cisza już do samego końca jazdy. Chyba ich nie przekonałem…. Do dzisiaj nie wiem co poszło nie tak xD

Wracajmy do Alfy i jej stanu technicznego. Głównym problem była jakaś rzeźba w podłodze. Jako, że jestemciekawski to sprawdziłem pierwszego właściciela w karcie pojazdów i postanowiłem się z nim skontaktować. To był pan lekarz, którzy sprzedał, auto, ponieważ „jakiś łebek” (cyt.) wjechał w niego na parkingu i mu ją pokiereszował. Mówił, że nie chciał patrzeć więcej na to auto i postanowił sprzedaż nie bawiąc się w naprawę – próbowałem dopytać czy stan był poważny czy nie, ale pan nie był nazbyt chętny do rozmowy i stwierdził, że nie potrafi określić, gdyż się na tym nie zna.

Podsumowując, mimo, że była to padaka, której nie udało mi się doprowadzić do bardzo dobrego stanu to i tak miała to coś w sobie. No i te prowadzenie – teraz nie żałuje że przepuściłem na nią tyle pieniędzy ponieważ, może jeśli wtedy nie kupiłbym Alfy to nie przekonałbym się jakie to są wspaniałe samochodu i jeździłbym jakimś VAGiem albo Corsą w gazie. Przy okazji poznałem też kilku fajnych ludzi za sprawą alfaholików czyli fanclubu Alfy Romeo, który to jest jednym z większych i dobrze zorganizowanych fanklubów samochodowych na naszym kraju.

To nie koniec moich historii z alfami, ale o tym w kolejnych artykułach. Ta historia ciągnąć się będzie za pewne jeszcze przez wiele, wiele lat bo kilka modeli mam na oku i chciałbym ich spróbować.

Niestety nie mam profesjonalnych zdjęć tego cuda, ale to ta na samej górze artykułu.

Amadeusz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *